Obudził się nad wyraz wcześnie, za wcześnie. Z pierwszym świadomym oddechem przyszła chęć na wymioty. Paskudny niesmak w ryju, pamiątka poprzedniej nocy. Zasnął kiedy słońce było już wysoko, tylko dlatego, że koka skończyła się koło północy a diler to pizda, która nie wychodzi po zmierzchu z nory. Te jebane miasto umiera po 20 tej zastygając w klinicznej śmierci do 5 rano, po czym rzyga zblazowanym tłumem robotników pierwszej zmiany. W tym mieście nocą ulicami przemykają tylko cienie.

Zegar z bezczelnie czytelną tarczą wskazywał 15 minut do jedenastej. Dzienne światło bez litości wierciło otwory w zasłonach, hałas ulicy rżnął małżowiny uszne.

– Ja pierdolę, znowu popłynąłem dziecino. Co tak patrzysz? Głodna raczej nie jesteś, żarłaś trzy dni temu, wodę masz i nie chłodniej Ci niż mi. Chyba, że smutno Ci tu samej może coś wymyślimy …

Dowlókł się do kuchni. Bebechy lodówki szczęśliwie skrywały pół butelki pepsi i cały litr mleka.

– Błogosławiona wilgoci! Ile cię trzeba cenić …

Dzwonek telefonu zabrzmiał z mocą Trąb jerychońskich i mało nie rozerwał mu głowy na strzępy.

Nie zamierzał odbierać, nie chciało mu się z nikim gadać, nie teraz. Wyciszył telefon.

-Najpierw muszę sobie przypomnieć co działo się wczoraj bo znowu zrobisz ze mnie idiotę. Impreza u Olka… sporo whisky… koks… dziewczyny… Były jakieś małolaty, jedna przyczepiła się do mnie, przez nią nie mogłem nic wyrwać… Kurwa, więcej grzechów nie pamiętam, gruba przegina.

Telefon w trybie wibracji na drewnianym stole okazał się kiepskim pomysłem. Mini młot pneumatyczny …

– Czego chcesz o tej porze debilu?

– Ja pierdolę człowieku, na Twoim miejscu pakowałbym się i wyjechał z miasta …

– O czym do mnie rozmawiasz? Co się odjebało?

– Nie mogę teraz, jestem w robocie. Odezwę się później. Ale numer stary, w sumie skąd mogłeś wiedzieć, że to jego córka… Dobra nara.

Rozejrzał się po pokoju jakby szukał gdzieś odpowiedzi na pytanie … Zrozumiał, że najpierw musi znaleźć pytanie. W głowie miał zupełny mętlik, coś tam pamiętał, ale to zaledwie okruchy, fragmenty twarzy, skrawki rozmów. Generalnie niewiele.

Koło łóżka leżały jego dżinsy, koszula i bielizna, wszystko zwinięte w gniazdo.

– Gdzie się kurwa tarzałem? – mruknął patrząc na brązowo zielone spodnie. Spojrzał na koszulę poplamiona na czerwono i odruchowo chwycił się za twarz. Zapiekło. Szybkim krokiem ruszył w kierunku lustra.

Twarz przyozdobioną miał czterema równoległymi, krwawymi szramami.

– Co do chuja … walczyłem z jakimś kotem?

W zamrażarce była wódka, czymś musiał zdezynfekować rany gdyby się okazało, że faktycznie ucierpiał w walce o resztki z najdzikszym z okolicznych dachowców.

Stałby jak otępiały jeszcze przez godzinę, wpatrując się bez zrozumienia w rozoraną twarz gdyby nie pukanie do drzwi.

– Cześć Olo! Czego chcesz?

– O ja jebie stary. Chyba mam kłopoty … Masz pojęcie kim była ta gówniara …

– Czekaj, czekaj. Za chuja nic nie pamiętam.

– Wiedziałem, że będzie słabo. Pomyślałem, że uratuję Ci dupę klinikiem ale gdybym wiedział jak sprawy się mają to wziąłbym flaszkę a nie piwo.

– Dawaj to piwo i opowiadaj. Co tak się trzęsiesz? Zespół odstawienia?

– Faktycznie nic nie pamiętasz? Wiesz jak jest … Poczekaj chwilę, wyszczam się tylko.

Minęło półtora piwa i dwie fajki zanim Olas wyszedł z kibla. Zdawał się mocno roztrzęsiony, nieswój.

– Kac kupa może być przerażająca, nie wiedziałem tylko, że tak bardzo.

– Urodziłem potwora …

– Mam gdzieś Twoje gówno lepiej mów co wiesz. Nie lubię dziur w pamięci.

– Jak byłem po wódę na wczorajszą imprę, to jakieś małolaty dopadły mnie przed sklepem, chciały żebym im flaszkę kupił, wydawały się napalone i zaprosiłem je do siebie. Musisz pamiętać tą blondi, bo siedziała przy Tobie cały wieczór a potem … potem z nią wyszedłeś.

– Z nielotem? Pojebało Cię?! Nie kręcą mnie dzieci.

– Wszyscy to widzieli, mieli z Ciebie niezłą bekę. A dziś rano dzwonił do mnie Waldi i mówi, że ta laska to córka Konia! Czaisz?!

– Tego Konia?

– Nie kurwa, innego. No jasne, że tego.

– Kogo Ty kurwa zapraszasz debilu, co Cię podkusiło!? Waldi dzwonił już do mnie z nowiną ale rozłączył się nim powiedział o co biega. Mówił tylko żebym wyjechał z miasta i nie wiedziałem o co mu chodzi. W sumie dalej nie wiem.

– No bo … wiesz … Ty … córka Konia … jego prochy, może o to mu chodziło …

– Pogadałem z gówniarą i tyle, co w tym złego. Przestańcie mnie straszyć. Muszę się ogarnąć, wieczorem idę do roboty .

– Dobra już idę, nie ma za co kurwa.

– Nie obrażaj się jak teściowa w wigilię. Dzięki, naprawdę.

Zamknął drzwi i oparł się o ścianę. Niezły numer, dzieciak Konia, największego bandyty w tej zapomnianej przez świat dziurze. Swoją drogą, mieć takiego teścia …

– Muszę się jeszcze trochę przespać bo nie dam rady wystać za barem.

Zasnął od razu.

Obudziło go nachalne walenie do drzwi. Spojrzał na zegarek, kilka minut po czwartej, trzy nieodebrane połączenia od Waldka.

– Idę już! Kto tam?

– Pan Wesołowski? Kurier, mam przesyłkę.

– Jaką kurwa przesyłkę? – wymamrotał pod nosem otwierając drzwi.

– Zajebistą … usłyszał zanim stracił przytomność.

Nos pulsował jakby chciał zastąpić serce w przetaczaniu krwi i wyglądał jakby faktycznie próbował to robić tyle, że wytaczał ją na zewnątrz. Nie mógł otworzyć lewego oka, w głowie tylko szum … teraz poczuł ból. Był u siebie w sypialni, przywiązany do krzesła, ze szmatą wypełniającą usta. Wąż wpatrywał w niego czerwone ślepia przez szybę terrarium zupełnie tak samo jak rano.

– Obudził się chyba!

– Idę. Pogadamy z nim trochę. Wyjmij mu ścierę z pyska tylko najpierw podkręć telewizor.

– Naoglądałeś się filmów Małpa co?

– Weź bo Ci jebnę!

– Krzyknij a połamię Ci wszystkie palce pojebańcu! – powiedział duży osobnik z oszczędną fryzurą.

– Panowie, o co chodzi, kim jesteście i czego chcecie? Ja nic nie mam, jestem barmanem.

– I jebanym gwałcicielem! Ale źle trafiłeś tym razem, bardzo źle.

– O czym mówicie, jaki gwałt? Chodzi o tą dziewczynę wczoraj? Ja nawaliłem się jak świnia i nic nie pamiętam, nie mógłbym nikogo …

– Nie pamiętasz?! Lubisz jak nic nie pamiętają co? Rohypnol do drinka i nawet się nie bronią co? A ta jednak powalczyła i zostawiła Ci kilka pamiątek. Widać jest twarda po ojcu.

– Ale ja naprawdę nic …

– O jest w telewizji!

„ Dziś nad ranem w parku miejskim znaleziono zgwałconą nastolatkę, policyjne źródła potwierdzają, że została odurzona substancją psychoaktywną. Ofiara to najprawdopodobniej córka bogatego i wpływowego biznesmena podejrzewanego o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą Andrzeja K. pseudonim Koń. Prokuratura nie potwierdza tych doniesień …

– To naprawdę nie ja …

Tępy ból i trzask pękającej żuchwy, potem omdlenie.

Odzyskał przytomność ale nie otworzył oczu, wybudził go dzwonek telefonu jednego z oprawców, słyszał rozmowę, przynajmniej jej część.

– Tak szefie, mamy go … Chyba nie kłamał, też mi kolega, sam kurwa przybiegł do nas … Ma podrapany pysk, koszulę poplamioną krwią i spodnie brudne od trawy i błota ,a w łazience fiolka z rohypnolem nie ma mowy o pomyłce … Tak … Przyjedzie Pan osobiście? … No tak, lepiej niech Pana widzi jak najwięcej osób … Zrozumiałem, zajmę się wszystkim … Obiecuję, że będzie!

– Budź go Faja, mam instrukcje!

Faja jak wynikało z rozmowy otworzył mu usta i wcisnął szmatę głęboko w gardło po czym owinął głowę taśmą klejącą. Poczuł jak ściąga mu skarpetkę i chwyta mocno stopę, ból jakiego nie znał otworzył mu oko, niewiele brakowało a ile lewe wydostałoby się spod opuchlizny. Stracił przytomność po raz kolejny. A potem jeszcze raz i jeszcze raz …

– Daj jego ręce do przodu i tak nimi nie pomacha!

Znowu ból, utrata świadomości … Nie wiedział ile to trwało

– Jak ja mogłem coś takiego zrobić?! Zasłużyłem!

Zapadła ciemność.

Ocknął się na podłodze, drabów już nie było. Był otumaniony, nie czuł nic. Dziwiło go to i cieszyło zarazem. Wibrujący telefon spadł ze stołu tuż przed jego twarz, na wyświetlaczu „ Dzwoni Waldi”.Resztką sił wyciągnął przed siebie rękę, nawet nie zauważył, że ma ucięte palce. Udało mu się przesunąć zieloną słuchawkę zakrwawionym kikutem. Chciał krzyknąć ale w ustach tkwiła szmata.

– Kurwa mać, stary wreszcie. Ale numer odjebaleś, mówię Ci bo na bank nie pamiętasz. Ja bym się na mieście szybko nie pokazał. Zabrałem Cię od tej małolaty bo byłeś nie przytomny, ona zresztą też, oddałem ją Olkowi pod opiekę i chciałem Cię zawieźć do chaty a Tobie się żreć zachciało w taksówce. Uparłeś się na McDonalda no to heja. Ale mieli miny zdjąłeś koszulkę ujebaną od ketchupu i kazałeś im ją wyprać hahaahaha ale beka ziom. No to nas wyjebali a Ty żeś im się zesrał na wycieraczkę przed sama kamerą , potem spierdalaleś bez spodni na szago i wjebałeś się w krzaki. Co za numer stary, jutro będziesz królem Youtuba. Jesteś tam ziom? Ziom? Odezwij się kurwa …

– Siema ziom.

– Siema !

– Nie widziałeś Olasa? Przecież to był jego najlepszy kumpel?

– Nikt go nie widział od kilku dni, mówią, że wyjechał do brata na wyspy czy coś …

– Chuj wie, skoro go nie ma na pogrzebie to musi mieć w pytę ważne rzeczy na łbie

– Swoją drogą to nieźle go urządzili co? Ponoć obcięli mu wszystko co się dało, łącznie z kutasem …