Przelatuje mi przez palce

Czarna maź , nie skrzepła jeszcze krew

Moje życie, moje marzenia

Zalewa mi oczy i toczy się po twarzy

 

Nie mogąc uchwycić odbicia w lustrze

Spluwam prosto w czoło

Gdzie rodzi się i umiera człowieczeństwo

Alfa i omega niczego co ma znaczenie

 

Od godzin absurdalnie wczesnych

Wciskam ręce w machinę niewolniczej pracy

Odliczam godziny, minuty, eony

Stuknęło mi czternaście tysięcy dni

 

Zmarnowałem ten czas bo tak mi kazano

Nauczono mnie jak innych posłuszeństwa

Bywać czasem i tańczyć dziesiątego dnia

Umierać po trosze bez godności

 

Niesie mnie fala tłumu braci i sióstr

Bezkresne oceany pustych oczu

Rani mnie dotyk szorstkich dłoni

Krzyczę w muszle uszu przepełnione ciszą

 

Wybaczcie proszę moje dotychczas milczenie

R.M.

 

Photo by Om Prakash Sethia on Unsplash