Zmartwychwstały dziesiątego dnia

Dziś znów śmierdzi trupem

Wyciąga swoje sztywne palce

Łamiąc je o pustkę ścian
Dzieli los Orfeusza
Sam nigdy nie będąc muzykiem
Pił tylko z Marsjaszem
I tę walkę przegrywając
Marzył kiedyś o wielkim sercu
Mając w piersi zaledwie ochłap
Wyżerany przez robactwo myśli
Słowiańska wersja Prometeusza
Tamten dał ludzkości ogień
Ten tylko płonne nadzieje
Puste słowa
Dziś tłumi głosy opiatami
Tanią wódką, kwaśnym piwem
I wiarą w magię liczby dziesięć
Pierwszą nie samotną liczbę
Której wcale nie przeszkadza towarzystwo zera